„Siedmiu posłów przechodzi do nas”. Koniec poselskiego klubu Nowoczesnej?


Politycy Platformy Obywatelskiej są pewni transferu siedmiu posłów z Nowoczesnej. – Już ich mamy – mówi w rozmowie z Fakt24.pl współpracownik szefa PO. W takiej sytuacji partia Katarzyny Lubnauer traci klub w Sejmie. Grzegorz Schetyna nie chce czekać na zgnicie Nowoczesnej i postanowił przycisnąć parlamentarzystów partii, którzy woleliby najpierw zostać wyrzuceni, aby potem przyłączyć się do PO. Kłopot w tym, że Lubnauer nie zamierza wyrzucać buntowników, skracając ich męczarnie. W takiej sytuacji do gry wkroczył Schetyna.

 

Grzegorz Schetyna po zarządzie PO, który rozpoczął się o godz. 14, zamierza zaapelować do Katarzyny Lubnauer o powołanie wspólnego klubu. Jeśli szefowa Nowoczesnej się nie zgodzi, przygotowany jest transfer. – Siódemka posłów Nowoczesnej przechodzi do nas. Już ich mamy – mówi poseł PO.

W takiej sytuacji Nowoczesna staje się kołem. – Idą wybory. Trzeba zadbać o miejsca na listach. Kamila chce do Europarlamentu, reszta do Sejmu. Schet jest większy. Może więcej zaoferować niż Kaśka – mówi polityk Nowoczesnej i dodaje, że podczas wyborów samorządowych przewodnicząca Lubnauer nie popisała się w walce o miejsca biorące dla działaczy własnego ugrupowania. Ludzi z Nowoczesnej zabrakło również we władzach samorządowych tam, gdzie zwyciężyła Koalicja Obywatelska.

 

– Można dużo zarzucać przewodniczącej, ale rezygnacja z własnego szyldu to jakaś pomyłka i oferta dla Schetyny: „Zjedz nas już do końca” – mówi zwolennik Lubnauer i podkreśla, że odrębny klub to choćby czas na wystąpienia na mównicy sejmowej.


Buntownicy szacują swoje siły nawet na 8 osób. Na razie na wspólnej konferencji wystąpiło pięciu parlamentarzystów Nowoczesnej. Za plecami Kamili Gasiuk-Pihowicz stanęli między innymi Michał Jaros i Marek Sowa. Posłowie nie zamierzają jednak ekspresowo opuścić partii. Chcą zostać wyrzuceni. – W polityce zawsze lepiej być ofiarą i zostać wyrzuconym niż samemu odchodzić. Ale przewodnicząca nie zamierza spełnić tego marzenia – mówi współpracownik Lubnauer.

Wszystko zaczęło się od uchwały Prezydium klubu Nowoczesnej, w której opowiada się za utworzeniem wspólnego klubu parlamentarnego z PO. Rano dokument został przyjęty przez prezydium klubu. „Posłanki i posłowie klubu poselskiego Nowoczesna opowiadają się za kontynuowaniem współpracy w ramach Koalicji Obywatelskiej także w wyborach do Parlamentu Europejskiego, w wyborach do Sejmu i Senatu” – czytamy w uchwale.

 

I dalej: „Wiemy, że Polacy oczekują od nas współpracy, postawy proeuropejskiej i alternatywy programowej i politycznej dla niszczących Polskę rządów PiS. Wiemy, że Polacy oczekują od nas wyraźnego sygnału, że współpraca w ramach wyborów samorządowych nie była tylko jednorazowym wydarzeniem”.

Pod dokumentem oprócz Gasiuk-Pihowicz podpisało się dwoje członków prezydium klubu: Marek Sowa i Paweł Kobyliński. W odpowiedzi przewodnicząca partii Katarzyna Lubnauer zwołała posiedzenie klubu, podczas którego przegłosowana została kontruchwała unieważniająca poprzednią.

Po takim zwrocie akcji Sowa, wraz z kilkorgiem innych zwolenników połączenia klubów, udał się na spotkanie do gabinetu przewodniczącego PO Grzegorza Schetyny. W rozmowie uczestniczyli też: Gasiuk-Pihowicz, Kornelia Wróblewska, Elżbieta Stępień i Michał Jaros.

źródło: fakt.pl


Zobacz: Fatalna wpadka Wałęsy przed pogrzebem prezydenta USA


Komentarze: