„Ale odlot!”, „żaden kabaret by tego nie wymyślił”, „wyśmienity dowcip!” – tak komentowano niedawno pomysł radnych Koalicji Obywatelskiej, którzy zwrócili się do Rafała Trzaskowskiego z wnioskiem o podjęcie działań zmierzających do udokumentowania i prezentacji działań opozycji ulicznej poprzez m.in. wzbogacenie ekspozycji jednego z warszawskich muzeów o stałą wystawę poświęconą tej tematyce. Szybko pojawił się też pomysł, by wystawę taką zorganizować w MW.

„Gazeta Wyborcza” zwróciła się więc do wicedyrektora tej placówki Jarosława Trybusia z pytaniem, czy wydarzenia, które wciąż są częścią bieżącej polityki, mogą być tematem wystawy w miejskim muzeum.

„Nie odnosząc się wprost do propozycji grupy radnych, chciałbym przypomnieć o autonomii instytucji kultury. One reagują na zdarzenia nieco wolniej niż media czy politycy, zachowując dystans czasowy i bezstronność”.
– oświadczył Trybuś.

Jeżeli ktoś się stęsknił za znakomitymi dowcipami, to wypowiedź Jarosława Trybusia zaliczyć można do tych najwyśmienitszych. Jak wyglądała i nadal wygląda „bezstronność” muzealnej placówki pod jego merytorycznym zarządem? Już wiosną 2016 r. na dziedzińcu Muzeum Warszawskiej Pragi (oddział MW) obok muzealnego logo umieszczono arkusz wytapetowany nalepkami KOD.


Bez skrupułów prowadzono tam polityczną agitację skierowaną przeciwko legalnie wybranym reprezentantom polskiego społeczeństwa. Zwiedzający, którzy nie akceptowali KOD, musieli tę propagandową płachtę oglądać. O sprawie pisaliśmy w ówczesnym „Dodatku Warszawskim” (GPC nr 101 z 30/04 – 1/05/ 2016 r.). Protesty przeciwko upolitycznieniu MW przyniosły skutek wręcz odwrotny: minął rok i KOD awansował z nalepek wyzierających z okna praskiego muzeum na stałą ekspozycję MW, otwartą na Rynku Starego Miasta pod koniec maja 2017 r. Na planszy, będącej częścią wystawy stałej, noszącej ogólny tytuł: „Scena życia publicznego stolicy”, zwiedzający mogą przeczytać: „2015 – demonstracja Komitetu Obrony Demokracji w obronie niezależności Trybunału Konstytucyjnego”.

Zagraniczni turyści także muszą się dowiedzieć o potrzebie „obrony” demokracji, rzekomo łamanej w Polsce. W trosce o ich edukację napis przetłumaczono na język angielski. Zaalarmowane Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (MKiDN) zareagowało w dość nieoczekiwany sposób: MW doczekało się pełnej afirmacji ze strony jego przedstawiciela, rzecznik MKiDN natomiast oświadczył wbrew faktom, że informacja o KOD nie znajduje się na wystawie stałej MW.

Myślę, że pomysł pseudomuzealnej ekspozycji gloryfikującej KOD to nic śmiesznego. Już nieraz realia z dowcipów przeistaczały się w całkiem poważną rzeczywistość. Zalążek tej rzeczywistości mamy właśnie w MW.